Robert Lewandowski urodził się 21 sierpnia 1988 w Warszawie , ale pierwsze lata życia spędził w Lesznie . Jego mama Iwona była aktywną siatkarką pierwszoligowego AZS-u Warszawa, a ojciec Krzysztof, były judoka, z powodzeniem grał w piłkę nożną w Hutniku Warszawa. Nic więc dziwnego ,że mały Robert poszedł w ślady swoich rodziców.Karierę
zaczynał w Partyzancie Leszno, nie był jednak zawodnikiem tego klubu, a jedynie mógł uczestniczyć w treningach dzięki ojcu, który tam pracował . Kiedy skończył dziewięć lat rozpoczął szkolenie w Varsovii Warszawa. Twarda nawierzchnia, piach bez źdźbła trawy, tumany kurzu utrudniające widoczność, stare baraki zamiast szatni z nieszczelnymi oknami, bez ogrzewania -w takich warunkach zaczął kiełkować wielki talent Roberta. Występował także w Delcie Warszawa. W stołecznym klubie grał do lata 2005 i strzelił dla niego w IV lidze cztery bramki.Po siedmiu latach Lewandowski odszedł z Varsovii do czwartoligowej Delty Warszawa, stanowiącej bezpośrednie zaplecze Legii.Tata Roberta , Krzysztof marzył żeby zobaczyc syna w klubie z Łazieńkowskiej . Niestety nie dożył pierwszego występu synana seniorskim poziomie , zmarł w 2005r.

Rodzinna tragedia spowodowała, że Robert szybko wydoroślał. Będą jeszcze bardzo młody, chcąc odciążyć finansowo matkę, postanowił opuścić rodzinny dom i zamieszkać u siostry w Warszawie. Skromne pieniądze na życie zarabiał w Delcie, gdzie po kilku przyzwoitych meczach i czterech strzelonych bramkach, dostrzegli go skauci Legi Warszawa.W 2005/2006 roku “Lewy” był już pełnoprawnym zawodnikiem trzecioligowego rezerw mistrza Polski z kontraktem podpisany na najbliższy rok.Młody piłkarz pojechał na zgrupowanie do Wronek , gdzie chciał udowodnic swoją wartośc , lecz pech chciał ,że nabawił się urazu mięśnia dwugłowego i nie mógł zademonstrowac swoich możliwości.Krótka kariera wpdała na martwy tor.

Po odrzuceniu przez Legię Robert został na lodzie , nie miał klubu ,ani dostepu odpowiedniej bazy treningowej . Z pomocą przyszła mu mama która dokonała wszelkich starań , aby jej syn mogł dalej spełniac marzenia. Latem 2006r Lewandowski dołączył do ZniczaPruszków , rozpoczynając dynamiczną wspinaczce ku piłkarskiej . W ekipie Znicza poowa zawodników uczęszczała do szkoły co niekiedz wzbudzało kpiny ze strony zawodników. Tymczasem niedoceniany z początku team uczniów i studentów wygrał w cuglach trzecią ligę, a Lewandowski z piętnastoma golami na liczniku wywalczył tytuł króla strzelców. Zbudowano w Pruszkowie ekipę na miarę walki o Ekstraklasę. Cel był bardzo blisko, niestety w ostatniej serii gier fenomenalny beniaminek przegrał na wyjeździe z Podbeskidziem Bielsko-Biała po golu straconym na osiem minut przed końcem. Lewandowski, mimo niepowodzenia w samej końcówce, mógł czuć się wygranym.W młodym wieku zdobył w drugiej lidze 21 bramek, przykuwając uwagę połowy klubów Ekstraklas.
.

18 czerwca 2008r Lewandowski wkroczył do Lecha wielkim przebojem. Bramki w debiutach stały się jego domeną. W pierwszym meczu w nowym klubie potrzebował ledwie kilku chwil na zapewnienie zwycięstwa z Chazarem Lenkoran w eliminacjach Ligi Europy. Debiut w Ekstraklasie z GKS-em Bełchatów okrasił pięknym golem z piętki. Nie inaczej wydarzyło się w reprezentacji Polski w starciu eliminacji mistrzostw świata z San Marino. Co ciekawe pierwsze powołanie na konsultację do kadry Leo Beenhakera otrzymał jeszcze zanim zdążył wybiec na boiska Ekstraklasy.
Kariera „Lewego” na Bułgarskiej nabierała niesamowitego rozpędu. Ekstraklasa czy Puchar UEFA – zawsze pakował bramki z taką samą częstotliwością. Do dzisiaj fani Lecha wspominają dwa trafienia w wygranym 6:0 starciu z Grasshopers Zurych czy ważny gol w dogrywce z Austrią Wiedeń. „Kolejorz” spisywał się wówczas nadzwyczaj dobrze. W świetnym stylu dostał się do fazy grupowej, stoczył pamiętne batalie z AS Nancy, Deportivo La Coruna, Feyenoordem Rotterdam czy CSKA Moskwa, docierając do 1/16 finału, gdzie odpadł z Udinese Calcio. Trener Smuda, widząc olbrzymi postęp swojego zawodnika, z Lewandowskiego uczynił podstawowego napastnika, który za zaufanie odwdzięczał się w najlepszy możliwy sposób. Rundę jesienną Robert skończył z ośmioma trafieniami na koncie i trzecim miejscu w klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców. Nie bez kozery został wybrany największym odkryciem sezonu przez tygodnik „Piłka Nożna”. W „Timesie” widniał nawet na liście najlepiej rokujących piłkarzy. Naturalnie, jak to w przypadku młodego talentu bywa, zdarzały się wahania formy. Nie było się jednak niczym martwić. Robert zawsze szybko wracał do pełnej dyspozycji i w kolejnych spotkaniach strzelał całymi seriami. Efekt finalny wyglądał świetni. Dwanaście bramek w pierwszym sezonie Ekstraklasy, trzecie miejsce wśród najlepszych strzelców i trofeum Pucharu Polski na otarcie łez po niestety przegranym mistrzostwie (Lech zajął trzecie miejsce).

Bez względu na liczne zapytania z zagranicy, Lewandowski został w Poznaniu jeszcze na rok. Jednocześnie przestał być traktowany jako młody obiecujący gracz, ale utalentowany egzekutor z nakazem zdobywania bramek. U progu nowego sezonu, gol Roberta przyczynił się do wygrania Superpucharu Polski.Lewandowski wystąpił łącznie w 82 oficjalnych spotkaniach drużyny ze stolicy Wielkopolski, Strzelił w nich 41 bramek i zanotował 20 asyst. Po zakończeniu sezonu 2009/2010 trwały negocjacje w sprawie transferu Lewandowskiego. Ostatecznie 11 czerwca 2010 Lech Poznań osiągnął porozumienie z niemieckim klubem Borussia Dortmund i sprzedał zawodnika za kwotę szacowaną na 4,5 mln euro. Piłkarz podpisał kontrakt obowiązujący do 30 czerwca 2014.Zupełne nowe otoczenia wymagało nauki miejscowego języka i przyjęcia określonych norm. Na szczęście w procesie aklimatyzacji, mógł liczyć na pomoc Kuby Błaszczykowskiego i Łukasza Piszczka, którzy mieli trochę niemieckiego doświadczenia i pomogli nowemu koledze wkupić się w łaski szatni. Na boisku wszystko zależało od nóg Roberta. Różnica poziomu pomiędzy grą w Ekstrakalasie a Bundesligą jest ogromna. Gdy polski piłkarz wyjeżdża na zachód, ma wrażenie jakby musiał od podstaw uczyć się futbolu. Nie było zatem wątpliwości, że pierwsze kroki Lewandowskiego w nowym klubie będą polegały na wchodzeniu z ławki. Oficjalny debiut w nowych barwach przypadł na pierwszą rundę Pucharu Niemiec z trzecioligowym Wacker Burghausen (Borussia wygrała 3:0). W 56.minucie polski napastnik zastąpił Lucasa Barriosa, największą gwiazdę BVB i strzelca 23 bramek w zeszłym sezonie. W pierwszej kolejce Bundesligi wszedł do boju w 63.minucie za Sebastiana Kehla. Co prawda Jurgen Klopp często wypowiadał się o Robercie w superlatywach (“Najbardziej obiecujący piłkarz ostatnich 10-15 lat”), to jednak nigdy nie wystawił go w pierwszym składzie, bez przekonania o stabilności dobrej formy. Nie pomogły dwie bramki z rzędu zdobyte w elektryzujących derbach Zagłębia Ruhry z Schalke 04 i FC Kaiserslautern. W obecnej sytuacji, kiedy były gracz Lecha dostawał szanse z ławki, ale miewał wahania formy i problemy ze skutecznością, nadziei na występy od pierwszych chwil należało wyszukiwać w sytuacjach niezależnych od nikogo. W listopadzie Lewandowski zdjął strzelecką blokadę i kolejno trafiał do siatki z Hannoverem i Freiburgiem, a w sukurs za zwyżkującą dyspozycją przyszedł uraz Lucasa Barriosa. I tak, w 15.kolejce „Lewy” wreszcie wyszedł w wyjściowej jedenastce, za co zresztą odpłacił się golem. Od tej pory częściej grał w podstawowej jedenastce i dostawał dłuższe szanse. Niemieccy dziennikarze zwrócili uwgę na dobrą końcówkę jesieni w wykonaniu rezerwowego BVB. Widząc duży wkład w zwycięstwa, popularny sportowy dziennik „Kicker” przyznał Lewandowskiemu nagrodę dla najlepszego „jokera”. Debiutancki sezon na niemieckich stadionach Lewandowski skończył z następującym bilansem: 43 spotkania, 9 bramek, 4 asysty. Nieźle jak na premierowe momenty. Wiosną znów się troszkę zaciął, lecz mało kto o tym pamiętał, po tym jak pięknym strzałem dał zwycięstwo nad FC Koeln, a tym samym zapewnił pierwszy od dziewięciu lat tytuł mistrzoski.
.
Sezon 2011/2012 okazał się momentem wielkiego przełomu. I to przełomu o którym marzy niejeden piłkarz śniący o wielkiej karierze. Z początku nic nie zapowiadało, że pozycja Lewandowskiego na Signal Iduna Park ulegnie radykalnej zmianie. Punkt widzenia odwrócił się, jak kontuzję na Copa America złapał Lucas Barrios, a Jurgen Klopp wybrał Lewandowskiego na alternatywę.
Polak swoją szansę wykorzystał najlepiej jak tylko mógł. W Dortmundzie doszło do wielkiej transformacji. Etatowy dżoker przeistoczył się w pierwszorzędnego snajpera z instynktem zabójcy. Nominacje na najlepszego piłkarza meczu, obecność w jedenastce najlepszych graczy kolejki, noty na poziomie klasy światowej z czasem były już zwykłą codziennością. Lewandowski strzelał na wszystkich możliwych frontach. W listopadzie, po zaledwie 12 występach w Bundeslidze zgromadził osiem bramek, czyli tyle samo co w całym poprzednim sezonie. Trzy z nich zdobył w wygranym 4:0 spotkaniu z FC Ausburg i co ciekawe skompletował dopiero pierwszy w karierze hat-trick! Duży rozgłos przyniosły także dwa trafienia z FC Koeln. Było jasne, że od tej pory jest w ataku niekwestionowanym numerem jeden, a Barrios tylko rezerwowym. Kolejnym golem w Derbach Zagłębia Ruhry z Schalke i nagrodą dla najlepszego piłkarza meczu jeszcze dobitniej ugruntował miejsce w szeregu. Po pierwszej połowie sezonu ligowego Lewandowski uzbierał 12 bramek i 6 asyst. Zadziwiającym dorobkiem wywindował się do czołówek zestawień najskuteczniejszych strzelców i klasyfikacji kanadyjskiej . Wraz z nim jak niezawodna machina bojowa funkcjonowała praca trio Piszczek- Błaszczykowski – Lewandowski Schemat często się powtarzał. Pierwszy dośrodkowywał, drugi dogrywał, trzeci wykańczał. W sumie polska trójca zapewniła Borussii przytłaczającą większość strzelonych goli i zwycięstw. -Bez Polaków, Borussia ani rusz – twierdzili niemieccy dziennikarze. Zgodnie z formą Roberta w klubie podążała dyspozycja w reprezentacji. W towarzyskim spotkaniu z Niemcami w Gdańsku, zremisowanym 2:2, sensacyjnie otworzył rezultat i znalazł się na pierwszych stronach niemieckich mediów. -Lewandowski zaprowadził nas na krawędź – to cytat Joachima Watkze, prezesa Borussii. Nie wyszedł tylko całokształt przygody z Ligą Mistrzów. „Lewy” wprawdzie wbił jednego gola (z Olympiacosem Pireus w 3.kolejce), ale udział zakończył na fazie grupowej. Dla konkurentów z Bundesligi był to zły znak, bowiem dortmundczycy mogli się w pełni skoncentrować na zdominowaniu krajowego podwórka.

Po niezwykle fantastycznym sezonie w Bundeslidze przyszło długo wyczekiwane Euro 2012. Polska ,będąc z Ukrainą jednym z organizatorów, na miesiąc pogrążyła się w amoku wielkiej, piłkarskiej zabawy. I chociaż pod wieloma względami, Mistrzostwa Europy postrzegano pozytywnie, to występ naszej reprezentacji nie spełnił oczekiwań. To z pewnością jeden z najgorszych epizodów w karierze Roberta Lewandowskiego, o którym chciałby jak najszybciej zapomnieć.
Pierwsze dwa mecze rozbudziły nadzieje. Z Grecją, za sprawą właśnie Lewandowskiego, Polacy objęli prowadzenie, ale ostatecznie zremisowali 1:1 . Następnie w identycznym stosunku i po całkiem przyzwoitej grze podzielili się punktami z Rosją. Aby przejść dalej musieli pokonać Czechów. Na ten mecz czekała cała Polska, niestety “biało-czerwoni” ulegli 0:1 i swój udział zakończyli już w fazie grupowej, na domiar złego – na ostatnim miejscu. -Daliśmy z siebie wszystko, ale o niepowodzeniu zadecydowały przede wszystkim indywidualne błędy. Kibice przez cały turniej mocno nas wspierali, dawno nie pamiętam czegoś tak wspaniałego. Dla nich chcieliśmy awansować dalej. Jest nam przykro, że się nie powiodło. Chcieliśmy jak najlepiej, niestety wyszło inaczej. Możemy tylko przeprosić- podsumował wyraźnie podłamany klęską, Robert Lewandowski .
Do sezonu 2012/2013 Lewandowski przystępował w charakterze największej gwiazdy Bundesligi, której potencjału nie szło zakwestionować. Włodarze Borussii tym razem za priorytet najwyższej wagi obrali godne zaprezentowanie się w Lidze Mistrzów. Gdy w fazie grupowej los przydzielił tak silne firmy jak Real Madryt, Manchester City czy Ajax Amsterdam powszechnie uznawano, że sam fakt przejścia dalej utożsami się z sukcesem. A tu niespodzianka. Borussia z Lewandowskim na czele wywróciła do góry nogami porządek najlepszych drużyn Starego Kontynentu.
Polski snajper w każdym spotkaniu grał z olbrzymim animuszem, wiódł Borussię na co rusz to nowe poruszenia futbolowego świata. W fazie grupowej trzema bramkami doprowadził do dwukrotnego pokonania Ajaxu, bramkową cegiełkę dołożył również w zwycięstwo nad Realem (2:1) na Signal Iduna Park, zaś w zremisowanym 2:2 rewanżu na Santiago Bernabeu popisał się dwoma asystami. Nieoceniona praca „Lewego” zaprowadziła Borussię do pierwszego miejsca w grupie, której nie miała prawa wygrać. To był dopiero początek marszu…. W 1/8 finału z Szachtarem Donieck, Lewandowski wpisał się na listę strzelców w pierwszym spotkaniu na Ukrainie, co w pewnym stopniu uratowało remis 2:2, ułatwiając sytuację przed drugą połową dwumeczu. W ćwierćfinałowym rewanżu z Malagą, gol Roberta na 1:1 był jednym z pierwszych aktów wielkiego dramatu. Na osiem minut przed końcem Borussia przegrywała na własnym stadionie 1:2, ale mało, że wyrównała, to jeszcze w doliczonym czasie, przy udziale Lewandowskiego, strzeliła na 3:2, przechodząc do grona półfinałowej czwórki.
W półfinale dortmundczycy ponownie natknęli się na Real i choć w fazie grupowej wygrali i zremisowali, to do faworytów z pewnością się nie zaliczali. I wtedy najjaskrawszym blaskiem na Santiago Bernabeu rozbłysła gwiazda „Lewego”. Jeden zawodnik w jednym meczu, w półfinale najbardziej elitarnych rozgrywek piłkarskich na świecie, strzela cztery bramki wielkiemu Realowi… Ten nie lada nadludzki wyczyn utkwi w umysłach chyba do końca świata.
„Lewandowski uszczęśliwił Dortmund”, „Klopp i jego bramkowy tytan”, „Wielki Lewandowski powalił Real na kolana”, „Herr-o Lew zepchnął Real na krawędź”, „Lewandowski oszołomił Real”, „Lewandowski ukradł show”, „Lewandowski zmusza Real do cudu” – tak wyglądały tytuły światowej prasy na następny dzień. Wszystko o naszym niezwykłym rodaku. -Wiedzieliśmy o nim wszystko, wiedzieliśmy jak gra, a on i tak wbił cztery gole. Zasługuje na pełne uznanie – komplementował Lewandowskiego, Jose Mourinho, szkoleniowiec Realu. -Creme de la creme klasy światowej. Robert strzela gole z niczego. Tego nie potrafi nawet Messi – nie mógł się nachwalić Neven Subotić. -To szaleństwo co zrobił – cieszył się Jurgen Klopp. Z kolei prezes PZPN – Zbigniew Boniek napisał na Twitterze: „Oddaję Lewemu tytuł ‘bello di notte'(piękny nocą)”. -Cóż mogę powiedzieć… Strzelić cztery gole w takim meczu w takich rozgrywkach. Wielka sprawa… Muszę być szczęśliwy. Ale to jeszcze nie koniec – wykrztusił z siebie, zaraz po meczu, cały szczęśliwy Lewandowski. Borussia dopełniła formalności w rewanżu i mogła z miejsca przygotowywać się do niemieckiego finału z Bayernem Monachium.
Trzech Polaków w jednej drużynie w finale Ligi Mistrzów. To był wielki dzień w historii naszego futbolu. Przypadek bez precedensu. Ulice Londynu, stolicy kolebki futbolu opanowali kibice w żółtych koszulkach z nazwiskami naszych rodaków. Niestety dla dortmundczyków Londyn nie okazał się szczęśliwy. Dramatyczne, pełne zwrotów akcji spotkanie zakończyło się wygraną Bayernu 2:1, który o swoim triumfie przesądził minutę przed końcem regulaminowego czasu gry. Lewandowski dwoił się i troił, ale bramki zdobyć nie potrafił. Strzelił wprawdzie między słupki, lecz arbiter odgwizdał spalonego.
-Brak mi słów. To nie jest miłe uczucie przegrać w finale. Harowaliśmy, przebyliśmy piękną drogę. Chcieliśmy wygrać, ale nie postawiliśmy kropki nad ‘i” – mówił po finale, wyraźnie przygnębiony Lewandowski. Mimo finałowej klęski, jego kolegom należały się gromkie brawa. Dotarli do finału, kiedy przecież wydawało się, że w ogóle nie poradzą sobie w grupie śmierci. Wyczyn godny docenienia tak samo jak dziesięć bramek Lewandowskiego w Lidze Mistrzów i drugie miejsce w tabeli strzelców.

Mocna koncentracja Borussii na Lidze Mistrzów negatywnie odbiła się na krajowych dokonaniach Dotychczas dominującą pozycję zachwiał skutecznie Bayern, który z łatwością wydarł tytuł mistrzowski oraz DFB Pokal. Gorsze wyniki Borussii ani trochę nie przełożyły się na postawę Roberta Lewandowskiego. Wręcz przeciwnie – w ogólnym rozrachunku Polak wypadł lepiej niż w poprzednim sezonie. Zdobył 24 bramki i o zaledwie jednego gola przegrał wyścig ze Stefanem Kiesslingiem o koronę króla strzelców Bundesligi. Na pocieszenie mógł zadowolić się rekordem 12 spotkań z rzędu ze strzeloną bramką. Do pobicia przewodzącego w tym zestawieniu Guerda Muellera zabrakło czterech spotkań…
Chociaż oficjalny komunikat wydano dopiero w styczniu, domyślano się , że to ostatni sezon Lewandowskiego na Signal Iduna Park, a od następnego będzie reprezentował barwy Bayernu Monachium. Krytycy łamali sobie głowy, czy „Lewy” nie przestanie czasem zaniedbywać dotychczasowych obowiązków i nie spocznie na laurach. Nic bardziej mylnego. Robert do samego końca hołdował postawie rasowego profesjonalisty. Przykładał się najlepiej jak mógł. W Superpucharze Niemiec udanymi zagraniami pomógł kolegom z Borussii pokonać Bayern 4:2. W pozostałych spotkaniach grał na starym, dobrym poziomie. W niektórych aspektach, jak przy stałych fragmentach gry, zaobserwowaliśmy nawet spory postęp.
W fazie grupowej Ligi Mistrzów czterokrotnie upokarzał golkiperów, co wpłynęło na awans Borussii do dalszych gier. Z kolei po samej rundzie jesiennej Bundesligi miał na koncie 11 bramek. Wiosną dołożył jeszcze dziewięć i z dwudziestoma trafieniami wreszcie wywalczył tytuł najlepszego strzelca Bundesligi, o co tak bardzo zawzięcie zabiegał od dwóch sezonów. Można więc powiedzieć, że Borussii był wierny do samego końca. Sezon 2013/2014 był dla Lewandowskiego pomyślny z wielu powodów. Za genialną przygodę z Ligą Mistrzów, cztery gole z Realem i generalnie równą, solidną, popartą golami postawę otrzymał nominację do Złotej Piłki FIFA dla Najlepszego Piłkarza Świata. Koniec końców w nieoficjalnej klasyfikacji zajął trzynastą lokatę. W czerwcu przy okazji towarzyskiego spotkania z Litwą, czołowy polski s najper został wybrany przez Adama Nawałkę, nowym kapitanem reprezentacji Polski. Opaskę przejął z rąk Kuby Błaszczykowskiego. Kampania 2014/2015 będzie dla naszego piłkarza zupełnie nowym wyzwaniem. Na Allianz Arena, identycznie jak na Signal Iduna Park, ma dalej pokonywać bramkarzy z uporem maniaka i bić się o najważniejsze trofea, zarówno te, których zdążył już zasmakować jak i te o które przyszło mu się otrzeć. Dotychczasowe mecze okresu przygotowawczego sugerują jedno – na pewno nie zawiedzie i dalej będzie wielki
. 
Kontrakt z Bayernem Robert podpisał oficjalnie w styczniu. Jednak dopiero 9 lipca 2014 roku został zaprezentowany jako piłkarz bawarskiego klubu. Po mimo wielu propozycji z czołowych klubów świata zdecydował się na przejście na Allianz Arena, stając się dopiero drugim piłkarzem z Polski, który będzie grał dla rekordowego Mistrza Niemiec. Po odejściu z zespołu Mario Mandzukicia Robert zaprezentował koszulkę z numerem 9. Pierwszy mecz Robert rozegrał w sparingu z MSV Duisburg, spotkanie zakończyło się remisem 1:1, jedyną bramkę dla monachijczyków zdobył król strzelców Bundesligi poprzedniego sezonu. Pierwszy oficjalny mecz w nowych barwach Robert zagrał w spotkaniu o Superpuchar Niemiec z…Borussią Dortmund na Signal Iduna Park. Bayern przegrał w tym spotkaniu 2:0. Historia lubi się powtarzać, i tym razem stadion w Gelsenkirchen okazał się szczęśliwy. Podobnie jak w barwach BVB pierwszą bramkę Robert strzelił w zremisowanym 1:1 meczu z Schalke 04.
12 maja 2016 został powołany przez selekcjonera Adama Nawałkę do szerokiej kadry reprezentacji na Euro 2016 we Francji. 30 maja selekcjoner p.Adam oficjalnie powołał Roberta do Scisłego składu na Mistrzostwa Europy. Na Euro 2016 Polska, po pokonaniu Irlandi Północnej (1:0)
i Ukrainy (1:0), a także po bezbramkowym remisie z Niemcami, zajęła drugie miejsce w grupie C i po raz pierwszy w historii awansowała do fazy pucharowej mistrzostw Euro Następnie po wyeliminowaniu w 1/8 finału, Szwajcarii (1:1, k. 5:4), odpadła dopiero w ćwierćfinale po porażce w rzutach karnych (1:1, k. 3:5) z Portugalią. Lewandowski, jako kapitan zespołu, wystąpił we wszystkich 5 meczach kadry na turnieju i strzelił 1 gola – we wspomnianym meczu ćwierćfinałowym z Portugalią, kiedy to w 100. sekundzie spotkania, po asyście Kamila Grosickiego, strzelił drugą najszybszą bramkę w historii Mistrzostw Europy.
